„Czarna Biała Magia”: nie taki album „zły” jak o nim piszą | Recenzja

1Za dwa tygodnie kończymy rok. I choć przykro to stwierdzić, to poza kilkoma przebłyskami, pod względem rapu było to średnie dwanaście miesięcy. Dużo szumnie zapowiadanych płyt, a potem efekt ledwo wyślizgującego się korka z odgazowanego szampana. Jak w ten obraz wpisuje się drugie wspólne dzieło Marysi i Sokoła? Bez wątpienia „Czarna Biała Magia” była jedną z najbardziej oczekiwanych płyt drugiej połowy 2013 roku. Po sukcesie „CBP”, chyba każdy kto zetknął się z tamtą płytą był ciekawy czy Sokół i Marysia są w stanie nagrać kolejną przynajmniej tak dobrą jak poprzednia, czy są w stanie zaskoczyć czymś nowym, w jakim pójdą kierunku. Paradoksalnie enigmatycznymi wypowiedziami: „to na bank nie będzie typowa płyta hip-hopowa”, „nie będzie żadnych singli przed premierą, chcemy, żebyście usłyszeli całość naraz”, „płyta będzie o walce dobra ze złem” Sokół dość czytelnie nakreślił klimat i charakter albumu, dając pewne wyobrażenie tego co ukaże się 13 grudnia. 

Jak zatem oczekiwania przełożyły się na słuchalności i odbiór? Trzymając się klimatu sylwestrowego – nie było fajerwerków, ale przecież styl płyty nie mógł tego zaoferować. Czy było zatem rozczarowanie? Też nie. „Czarna biała magia” okazała się płytą taką jaka została zapowiedziana. Każdy kto śledził na fb refleksje jakimi dzielili się autorzy, był gotowy na efekt finalny. Sokół i Marysia nie zawiedli, ale też nie zaskoczyli. Dostaliśmy to co zapowiadali. Przemyślaną, koncepcyjną, mroczną płytę.

Każdy kto zetknął się z jakąkolwiek opinią na temat „CBM” wie, że nie jest to łatwa płyta. Szczególnie gdy dopiero ją poznajemy. To album, z którym najlepiej się zmierzyć solo wieczorem na słuchawkach. Nie sprawdzi się jako pieśń zagrzewająca do boju w poniedziałkowy poranek. Nie znajdziemy tu kawałków typu „Nie bój się zmiany na lepsze”, „Damy radę” czy „Z dala od zgiełku”. „CBM” to trzeźwe spojrzenie, przez brudne, odrapane okno, na podwórko pełne syfu i zgnilizny. Ale parafrazując powiedzenie: nie taki album „zły” jak o nim piszą.

Współczesne, industrialne i elektroniczne bity, ich surowością i minimalizmem, kontrastują z ciepłymi podkładami. Wyczuwalny jest tu klimat przełomu lat ’80 i ’90. I nie chodzi tym razem o złotą erę Hip-Hopu, a o ówczesną popkulturę, brzmienie muzyki, magię kina i seriali telewizyjnych. Mamy tu gitarowe rify rodem z rockowych ballad, granych za naszej młodości na dyskotekach, doniosłe, monumentalne kompozycje, z podniosłych scen filmowych a la Top Gun oraz miękkie syntezatorowe dźwięki. Co jeszcze? Słuchając poszczególnych kawałków, czuje się ducha Davida Lyncha. Wewnętrzne zepsucie, dwulicowość, moralne wątpliwości, mroczne warstwy życia, chłód i podejrzliwość jak „Twin Peaks”.

Niepokój i obrzydzenie. Cynizm, zakłamanie, brudna miłość, gwałty, pedofilia, zoofilia, dzieciobójstwo, prostytucja, nałogi. Podziały klasowe, choroby, prostactwo, pogoń za hajsem. A w odpowiedzi złość, wyparcie, niedowierzanie, bezsilność. Wszystko to podane w narracji przesączonej gniewem, dezaprobatą i wstrętem. Jednakże główny bohater albumu – zło, nie budzi od razu lęku, bo z tym złem codziennie oswajają nas telewizja, gry, internet. Widzimy je wszędzie i ignorujemy, do momentu gdy przestaje być anonimowe i zaczyna przybiera twarze konkretnych ludzi.

Ale mimo tak skumulowanych negatywnych emocji, niektóre kawałki zarapowane są z dystansem, spokojem z zachowaną zimną krwią. Są też miejsca na oddech i chwilę refleksji. Dłuższe instrumentalne momenty, partie wokalne Marysi (oczywiście z wykluczeniem kawałka „Borderline”). To wszystko dodaje otuchy. Ale że to bardziej krople na zgagę, niż morbital (skoro żyjemy w takim świecie jak opisuje Sokół, odwołanie do tego środka jest uzasadnione), gorzki posmak pozostaje na dłużej.

„Najlepszy album jaki współtworzyłem” – tak to prawda, „poetycka oraz literacka płyta” – no ok, „chamska i bezpośrednia” zgadza się. Osobista („na CBM znajdziecie kilka opowieści (…) z mojego życia”) – czyli autentyczna. Dodajmy jeszcze odważna, konkretna i kompletna. Czy płyta jest zaskoczeniem? Chyba tylko pod względem konsekwencji jej konceptu. Czy jest niszowa i nie dla mas? Patrząc na statystyki i biorąc pod uwagę, że żyjemy w czasach fascynacji „ciemną stroną mocy”, zdecydowanie nie. Czy jest to album dla dojrzałego słuchacza? Tak. Czy Sokół i Marysia ryzykowali wydając taką płytę? Tak, ale jak wydać po liczbach opłaciło się. I o ile „CBP” była zaskakująca, o tyle „CBM” jest płytą ze znakiem jakości.

Albumu możecie posłuchać poniżej:

Tracklista:
01. Proporcje – produkcja: SpaceGhostPurrp; scratche/cuty: DJ Nelson
02. Spalone mosty – produkcja: SoDrumatic; scratche/cuty: Deszczu Strugi
03. Każdy dzień – produkcja: Brall Beats; gitara: Maciek Mąka
04. Jak walec – produkcja: DJ Wich; scratche/cuty: DJ B
05. Wyblakłe myśli – produkcja: Magiera White House; scratche/cuty: Eprom
06. Borderline – produkcja: Magiera White House; scratche/cuty: Steez
07. Czarna biała magia – produkcja: Shuko & Freedo; scratche/cuty: Kebs & Falcon1
08. W mieście – produkcja: JR & PH7; scratche/cuty: Falcon1
09. Zdeptane kwiaty – produkcja: Jimmy Ledrac; scratche/cuty: Kebs & Falcon1
10. W dół brzuchem – produkcja: Shuko; scratche/cuty: DJ B
11. Chujowo wyszło – produkcja: SpaceGhostPurrp; scratche/cuty: DJ B
12. Na wiatr – produkcja: Roca Beats; scratche/cuty: Grubaz
13. Zepsute miasto – produkcja, scratche/cuty: DJ Premier
14. Spierdalaj – produkcja: Odme; scratche/cuty: Tony Touch
15. Reszta życia – produkcja: Shuko & Freedo; scratche/cuty: Steez
16. Kilka kroków jeszcze – produkcja: Drumkidz; scratche/cuty: Kebs
17. Nie padnę – produkcja: Magiera White House; scratche/cuty: Eprom

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>